Imiona diabła
Przygotował wszystko. przemyślał najmniejszy szczegół. Plan był zbyt idealny, aby się nie powiódł. Asmodeusz niemal czuł już smak i zapach krwi, która niechybnie poleje się tego wieczora. Bez cienia wątpliwości w swoje powodzenie obserwował siódmą już ceremonię ślubu z udziałem Sary. Tym razem jednak wszystko było inne. Na twarzy panny młodej nie gościł już uśmiech, a w oczach nie grały płomyki ekscytacji. Miast tego stała przerażona jak samotny wróbel, nad którym kołuje para jastrzębi. Była jak zwierzę pochwycone w siatkę. Mięśnie twarzy miała napięte do granic możliwości, cerę jakby starszą o kilka lat, ziemistą i cienką. Goście natomiast wydawali się wręcz chorzy z ciekawości. Oczekiwali, przekonani, że będą światkami czegoś, co wykraczało poza przyziemne ramy. Wszak krążyły plotki, jakoby w tym drobnym ciele zamieszkał diabeł, głodny mordu. Zawsze bawiła go ta hipokryzja. Czyż to właśnie nie oni przybyli tutaj tak licznie, żeby na własne oczy zobaczyć masakrę, kt...


Komentarze
Prześlij komentarz